wiem, blog stał się ostatnio raczej foto - blogiem, niż relacją z życia małej dzielnej wojowniczki.
Na swoje usprawiedliwienie mam jedno -Majunia nie potrafi jeszcze sama pisać, a matka po prostu cierpi na chroniczny brak czasu.Praca zawodowa pochłania nawet weekendy, do tego dziadek nam się troszkę rozchorował i obecnie nie może zajmować się Majunią. Wymieniamy się więc opieką nad córcią i często zdarza się tak, że mąż po nocy spędzonej w pracy zajmuje się Majcią do godz. 16, a po 16, kiedy Kuba również wraca ze szkoły dowodzenie nad naszymi mega - pomysłowymi dzieciakami przejmuję ja.
O tym ile każda mama i gospodyni domowa ma pracy, każdy wie - mam na myśli przede wszystkim panie :) Pranie, sprzątanie, gotowanie, mycie podłóg - mnie osobiście wydaję się jakby była to jakaś NIEKOŃCZĄCA SIĘ OPOWIEŚĆ.
Do tego wszystkiego Majunia jest na etapie - "SIAMA!!! - (sama!)
Co ten etap w życiu młodego człowieka oznacza, wie każda mama - szczególnie, kiedy musi ścierać z kanap, foteli, puf, podłóg... różnego rodzaju serki, kluski, kanapki z masłem czy zupę pomidorową.
Tak więc pod względem rozwoju intelektualnego Maja jest na baaardzo wysokim poziomie - sprawy "nocnikowe" już dawno mamy za sobą, w kwestii mowy Maja od początku stycznia zmieniła się z milczka w chodzące BBC.
Kubuś - doskonały nauczyciel - uczy wszystkich szkolnych powiedzonek i zachowań -nawet tych mniej mądrych.
Hitem jest pytanie "Mama... boiś sie takiego piesia??? - a następnie Maja klaszcze w dłonie i sprawdza, czy rzeczywiście mama boi się taaaakiego psa :)
Powyższy tekst to taka pigułka naszego codziennego życia, które wyciskamy jak cytrynę, na maksa, tak od deski do deski.
No tak...a teraz kwestia zdrowotna - teoretycznie nie jest źle, a praktycznie...układ pokarmowy ostatnio bardzo szwankuje, Maja często narzeka na ból brzucha, musieliśmy również zwiększyć dawki enzymów trawiennych. Waga...hmmm raczej przepiórcza - całe 12, 300. W siatkach centylowych nastąpił spadek na 25. Niestety. Mimo zwiększania kaloryczności posiłków, mimo dość dobrego apetytu szału nie ma.
Trzymam się jednak teorii prof. Walkowiaka - specjalisty od układu pokarmowego u chorych na mukowiscydozę, że jeżeli z układem oddechowym nie dzieje się nic poważniejszego to układ pokarmowy jest do "ogarnięcia" - mam więc ogromną nadzieję, że tak się stanie. A układ oddechowy - TFU...TFU...TFU
Na swoje usprawiedliwienie mam jedno -Majunia nie potrafi jeszcze sama pisać, a matka po prostu cierpi na chroniczny brak czasu.Praca zawodowa pochłania nawet weekendy, do tego dziadek nam się troszkę rozchorował i obecnie nie może zajmować się Majunią. Wymieniamy się więc opieką nad córcią i często zdarza się tak, że mąż po nocy spędzonej w pracy zajmuje się Majcią do godz. 16, a po 16, kiedy Kuba również wraca ze szkoły dowodzenie nad naszymi mega - pomysłowymi dzieciakami przejmuję ja.
O tym ile każda mama i gospodyni domowa ma pracy, każdy wie - mam na myśli przede wszystkim panie :) Pranie, sprzątanie, gotowanie, mycie podłóg - mnie osobiście wydaję się jakby była to jakaś NIEKOŃCZĄCA SIĘ OPOWIEŚĆ.
Do tego wszystkiego Majunia jest na etapie - "SIAMA!!! - (sama!)
Co ten etap w życiu młodego człowieka oznacza, wie każda mama - szczególnie, kiedy musi ścierać z kanap, foteli, puf, podłóg... różnego rodzaju serki, kluski, kanapki z masłem czy zupę pomidorową.
Tak więc pod względem rozwoju intelektualnego Maja jest na baaardzo wysokim poziomie - sprawy "nocnikowe" już dawno mamy za sobą, w kwestii mowy Maja od początku stycznia zmieniła się z milczka w chodzące BBC.
Kubuś - doskonały nauczyciel - uczy wszystkich szkolnych powiedzonek i zachowań -nawet tych mniej mądrych.
Hitem jest pytanie "Mama... boiś sie takiego piesia??? - a następnie Maja klaszcze w dłonie i sprawdza, czy rzeczywiście mama boi się taaaakiego psa :)
Powyższy tekst to taka pigułka naszego codziennego życia, które wyciskamy jak cytrynę, na maksa, tak od deski do deski.
No tak...a teraz kwestia zdrowotna - teoretycznie nie jest źle, a praktycznie...układ pokarmowy ostatnio bardzo szwankuje, Maja często narzeka na ból brzucha, musieliśmy również zwiększyć dawki enzymów trawiennych. Waga...hmmm raczej przepiórcza - całe 12, 300. W siatkach centylowych nastąpił spadek na 25. Niestety. Mimo zwiększania kaloryczności posiłków, mimo dość dobrego apetytu szału nie ma.
Trzymam się jednak teorii prof. Walkowiaka - specjalisty od układu pokarmowego u chorych na mukowiscydozę, że jeżeli z układem oddechowym nie dzieje się nic poważniejszego to układ pokarmowy jest do "ogarnięcia" - mam więc ogromną nadzieję, że tak się stanie. A układ oddechowy - TFU...TFU...TFU


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz