To pytanie za 10 punktów. Na Majusiowym blogu nie zajmuję się polityką, ale to co ostatnio dzieje się w blogosferze (chodzi o blogi chorych dzieci) sprawia, że człowieka krew zalewa, a w kieszeni otwiera się nóż, ...i to nie jeden, a co najmniej kilkaset...
Otóż moi drodzy okazuję się, że jestem PRZESTĘPCĄ!!!
Fakt, nie tylko ja, bo również tysiące innych matek, które prowadzą blogi czy też strony swoich chorych dzieci i za ich pośrednictwem apelują o przekazanie 1% podatku, czy też podają numer konta, na które można wpłacać pieniądze na leczenie.
Niestety działamy wbrew prawu, a konkretnie chodzi o ustawę o zbiórkach publicznych z roku (UWAGA, UWAGA, UWAGA!!!) 1933, którą podpisał nie byle kto, ale sam prezydent - jegomość Ignacy Mościcki. Od tamtego czasu nie było nowelizacji tej ustawy i wyobraźcie sobie, że w ustawie nie ma ani słowa o zbiórkach prowadzonych za pomocą internetu (dziwne, no nie???- jak mogli pominąć kwestie internetu???), a skoro nie ma mowy o takich zbiórkach, to znaczy, że są nielegalne, a skoro są nielegalne, to my - matki walczące o dobro swoich dzieci w ten właśnie sposób - jesteśmy przestępcami.
Wszystko zaczęło się od babci Kubusia, chłopca chorego na autyzm. Jakaś "życzliwa" duszyczka napisała donos, że na blogu Kuby jego babcia podziękowała za podarowane chłopcu kredki...Wszystko, co działo się potem to sąd i całe mnóstwo nieprzyjemności. Na szczęście po interwencji mediów uznano, że faktycznie jest to absurd !!!
Sprawa nowelizacji ustawy w toku. Za poprawki wziął się minister Boni. Myślał, myślał i wymyślił..., że każdy kto będzie chciał za pomocą internetu prosić o pomoc innych, będzie musiał najpierw prosić urzędnika o zgodę - chora nasza Polska cała - nie dość, że nie pomagają to myślą jakby tu dokopać leżącemu.
Na szczęście na tym sprawa się nie kończy. Zrobiło się głośno, a co z tego wyjdzie...czas pokaże
GAZETA WYBORCZA
POLITYKA
Na szczęście Majunia ma się dobrze. Całe dnie buszuje po dworze. Wieczorem trzeba ją ciągnąć na siłę do kąpania i inhalacji, noo...i oczywiście do spania.
P.S. Kamizelki jak nie było, tak nie ma....Ciągle nie otrzymałam umowy od Fundacji TVN "nie jesteś sam".
Dziś po ponad godzinie, spędzonej z telefonem przy uchu, udało mi się dodzwonić do fundacji. Na szczęście -udało się !!! Niestety nasze papiery z potwierdzeniem, że mamy brakujące fundusze na kamizelkę leżały sobie gdzieś pomiędzy tysiącami innych (pani musiała je odszukać, a zajęło jej to ponad pół godziny) i czekały, aż się o nie upomnimy. Ach...życie jest piękne.
Otóż moi drodzy okazuję się, że jestem PRZESTĘPCĄ!!!
Fakt, nie tylko ja, bo również tysiące innych matek, które prowadzą blogi czy też strony swoich chorych dzieci i za ich pośrednictwem apelują o przekazanie 1% podatku, czy też podają numer konta, na które można wpłacać pieniądze na leczenie.
Niestety działamy wbrew prawu, a konkretnie chodzi o ustawę o zbiórkach publicznych z roku (UWAGA, UWAGA, UWAGA!!!) 1933, którą podpisał nie byle kto, ale sam prezydent - jegomość Ignacy Mościcki. Od tamtego czasu nie było nowelizacji tej ustawy i wyobraźcie sobie, że w ustawie nie ma ani słowa o zbiórkach prowadzonych za pomocą internetu (dziwne, no nie???- jak mogli pominąć kwestie internetu???), a skoro nie ma mowy o takich zbiórkach, to znaczy, że są nielegalne, a skoro są nielegalne, to my - matki walczące o dobro swoich dzieci w ten właśnie sposób - jesteśmy przestępcami.
Wszystko zaczęło się od babci Kubusia, chłopca chorego na autyzm. Jakaś "życzliwa" duszyczka napisała donos, że na blogu Kuby jego babcia podziękowała za podarowane chłopcu kredki...Wszystko, co działo się potem to sąd i całe mnóstwo nieprzyjemności. Na szczęście po interwencji mediów uznano, że faktycznie jest to absurd !!!
Sprawa nowelizacji ustawy w toku. Za poprawki wziął się minister Boni. Myślał, myślał i wymyślił..., że każdy kto będzie chciał za pomocą internetu prosić o pomoc innych, będzie musiał najpierw prosić urzędnika o zgodę - chora nasza Polska cała - nie dość, że nie pomagają to myślą jakby tu dokopać leżącemu.
Na szczęście na tym sprawa się nie kończy. Zrobiło się głośno, a co z tego wyjdzie...czas pokaże
GAZETA WYBORCZA
POLITYKA
Na szczęście Majunia ma się dobrze. Całe dnie buszuje po dworze. Wieczorem trzeba ją ciągnąć na siłę do kąpania i inhalacji, noo...i oczywiście do spania.
P.S. Kamizelki jak nie było, tak nie ma....Ciągle nie otrzymałam umowy od Fundacji TVN "nie jesteś sam".
Dziś po ponad godzinie, spędzonej z telefonem przy uchu, udało mi się dodzwonić do fundacji. Na szczęście -udało się !!! Niestety nasze papiery z potwierdzeniem, że mamy brakujące fundusze na kamizelkę leżały sobie gdzieś pomiędzy tysiącami innych (pani musiała je odszukać, a zajęło jej to ponad pół godziny) i czekały, aż się o nie upomnimy. Ach...życie jest piękne.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz