MUKOWISCYDOZA – codzienna walka o oddech…







To co dobre, to co lepsze...

Jakiś czas temu skontaktowała się ze mną pielęgniarka z bełchatowskiego szpitala, z oddziału noworodkowego z prośbą o udzielenie kilku informacji na temat mukowiscydozy, ponieważ właśnie ta genetyczna choroba jest tematem jej pracy magisterskiej.
Oczywiście z miłą chęcią pomogłam, obiecałam również, że udostępnię także całą dokumentację medyczną Mai.
Dziś właśnie wyszukałam dla niej wszystkie wypisy szpitalne Mai, analizę DNA i...i zaczęłam czytać: Płodowy skręt jelit, resekcja odcinka jelita z perforacją, wtórna posocznica...
Wszystkie wspomnienia..., złe wspomnienia wróciły. Oczy się zeszkliły...i to nawet bardzo.
Dziś, kiedy patrzę na Maję-uśmiechniętą, rozbrykaną, pyzatą wydaje mi się, że to chyba jakaś pomyłka, że to nie jej dokumentacja...
"Tylko" kaszel, głośny, męczący, gruźliczy kaszel,który z mega -natężeniem pojawił się w ubiegłą sobotę i który mimo wielu zabiegów (dodatkowe inhalacje z ventolinu i leków przeciwzapalnych oraz dodatkowe drenaże) nie daje zapomnieć, że co dzień walczymy z groźnym wrogiem...
W sumie to jeszcze nie zdążyłam napisać, że jest dobrze, a już zrobiło się nie dobrze...
Jakieś dwa tygodnie temu byłyśmy u nasze pani doktor, tam same "ochy" i "achy", nawet wymaz wyszedł rewelacyjny- flora fizjologiczna.
Niestety od soboty został wdrożony antybiotyk i dodatkowe inhalacje, kaszel morduje młodą nieprzeciętnie i właściwie końca nie widać.
Jesień...?
Święto Zmarłych...?
W konkursie - "największa pesymistka"- z pewnością zajęłabym miejsce na podium, choć dobrze wiem, że "to co dobre, to co lepsze, co najlepsze, to jest dzisiaj..."

A. Piasek "To co dobre..." - jakże mądre słowa...



P. S. Wiem, że długo nie pisałam, ale hasło "wrześniowy młyn" było jak najbardziej aktualne w październiku.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz